wtorek, 8 kwietnia 2014

Pieluszkowe odparzenie - "Noworodek i niemowlę" cz. I


Cykl "Noworodek i niemowlę" rozpoczniemy od niezbyt miłego tematu - pieluszkowego odparzenia pupki.
Jest to jednak bardzo ważny temat, bo spora większość dzieci ma je choć raz.



Kuba miał, Emil właśnie przechodzi, więc piszę na bieżąco :)



Jak sobie z tą wątpliwą przyjemnością poradzić?


Sposobów jest chyba tyle, ile mam na świecie - każda znajdzie swój :)
Mowa tu oczywiście o mamach, które spotykają się z tym problemem już enty raz z kolei.

A i to nie zawsze, bo coś, co pomoże pierwszym razem, za drugim już może nic nie dać i trzeba szukać dalej :)

A zatem: pieluszkowego odparzenia unika mało kto.
Jest kilka zasad, które mogą pomóc w uniknięciu tematu, ale niekoniecznie muszą pomóc - co nie oznacza, że można je olać i nie stosować się do nich.

1. Pieluchę zmieniamy regularnie albo jeszcze częściej.
Przykładowo przed lub po każdym karmieniu (czyli co 2-4 godziny) oraz dodatkowo po wystąpieniu niespodzianki w postaci kupki :)
Wystrzegamy się myślenia pod tytułem "tak słodko śpi, zmienię mu pieluchę jak wstanie, nie chcę go budzić" !
Mówię to z własnej autopsji - raz tak pomyślałam, przebrałam później i odparzenie gotowe. Skóra noworodka jest bardzo wrażliwa i delikatna, wystarczy dłuższa chwila i odparzenie gotowe.

2. Pamiętajmy o delikatności.
Chodzi mi tutaj o delikatność przy wycieraniu pupki - czy to chusteczkami czy wacikami. Szczególnie w pierwszych dniach, kiedy maleństwo wydala smółkę; ma ona dosyć gęstą i kleistą konsystencję, ciężko ją zetrzeć z pupy jednym przetarciem. Nie "heblujmy" więc tej małej pupki ;)

3. Profilaktycznie krem? Niekoniecznie.
Nie ma konieczności smarowania zadka dzidziusiowego przy każdej zmianie pieluchy.  Skóra wtedy przyzwyczaja się do takiego produktu i w razie wystąpienia ewentualnego odparzenia, skóra nawet nie zareaguje.
Miałam tak z pierwszym synem - profilaktycznie smarowałam pupsko maścią Bepanthen.
Odparzenie mnie zaskoczyło, smarowałam dalej w celu wyleczenia i... NIC!

Byłam wielce zdziwiona, no bo jak to Bepanthen nic nie daje. I porzuciłam go z żalem, bo go polubiłam.

Przy Emilu natomiast profilaktycznie kremu nie stosuję, odparzenie się pojawiło i Bepanthen (tym razem Baby) pomógł - oczywiście łącznie z innymi czynnikami - o tym za chwilę.

Poza tym, w pieluchach dla noworodków, pod siateczką są mikrokanaliki (tutaj możecie zobaczyć), które odprowadzają wilgoć do wnętrza pieluszki, izolując od skóry. Po nałożeniu zbyt grubej warstwy kremu, zapycha on kanaliki, siateczka może przyklejać się do pupki i o odparzenie jeszcze łatwiej.


Choć, tak jak pisałam wyżej, nie zawsze da się uniknąć odparzenia.
Jeśli już się pojawi, zróbmy wszystko, aby ulżyć dziecku i wygonić odparzenie jak najszybciej. Nawet zaczerwieniona skóra na pupie jest dla dzidziusia źródłem olbrzymiego dyskomfortu i bólu, a żadna z nas nie chce, aby jej dziecko cierpiało.

Jak sobie poradzić, kiedy pupka jest już zaczerwieniona?

1. Odstawiamy chusteczki.
Punkt pierwszy i najważniejszy. Substancje zawarte w chusteczkach mogą jeszcze bardziej podrażniać uszkodzoną już skórę pupy. Po co zatem pogarszać? Do chusteczek wrócimy po kompletnym wyleczeniu. 
W tym czasie do mycia podczas zmiany pieluchy używamy tego, czego używano kiedy chusteczek jeszcze na naszym rynku nie było: wacik i przegotowana świeża woda :)
Wodę można też zastąpić rumiankiem (ale tu uważamy, bo może on uczulić - próbujemy. Jak nie uczula, to gra gitara :)

2. Wietrzenie, wietrzenie i jeszcze raz wietrzenie.
Tak, powietrze gra bardzo ważną, o ile nie kluczową, rolę w procesie regeneracji naskórka. Po umyciu pupki, podkładamy czystą pieluszkę (lub pieluszkę tetrową) i niech dzidzia sobie luźno fika nóżkami :)
Zadbajmy oczywiście o to, żeby było mu ciepło w nóżki.
A w razie wystąpienia niekontrolowanej fontanny, łapiemy pieluchę jak najszybciej i nakrywamy niuniusia :)
Wiadomo, nie jest przyjemne sprzątanie za każdym razem siusiu, ale korzyść w tym wypadku przeważa :)

3. Krem/maść lub inny specyfik.
Bez tego na tym etapie już się raczej nie obejdzie - zależy nam przecież na czasie.
Teraz zabawa się zaczyna, bo specyfików i produktów na odparzenia jest tyle, ile gwiazd na niebie (że tak poetycko to ujmę).

Można zastosować kremy, maści dostępne w aptekach. Nasze babcie pewnie podpowiedzą mąkę ziemniaczaną.
Co by to nie było, pamiętajmy o umiarze

Mąką dosłownie "pstrykamy" na pupkę, smarowidło dostarczamy cienką warstwą.
I nie łączymy mąki z kremem/maścią - powstaną wtedy grudki, które odparzeniu tylko pomogą.

A jakie smarowidło użyjemy, to już zależy od wielu aspektów: ceny, naszego zdania, opinii z jakimi się spotkałyśmy.

Mnóstwo tego w aptekach i drogeriach. Ja osobiście używałam Bepanthen maść i Bepanthen Baby i Sudocrem.
Mam też w domu zielony Linomag, ale jakoś mnie do niego nie ciągnęło i leży :)

Pamiętajmy!
To, co zadziałało dziecko siostry/koleżanki czy na nasze jedno dziecko, niekoniecznie musi pomóc drugiemu.

Natkniecie się pewnie nie raz na osobę, która poleci Wam na odparzenie Tormentiol. Skuteczności odmówić mu nie można, ale jest on bardzo szkodliwy dla dzieci ze względu na toksyczny kwas borowy.
Bardzo łatwo wchłania się on przez uszkodzony naskórek i błony śluzowe, ale nie wydala się z organizmu równie łatwo, przez co gromadzi się w wątrobie i nerkach, co może skutkować ich uszkodzeniem.

Zamiast Tormentiolu można użyć maści z pięciornika (np. Tormentalum lub  maść pięciornikowa Ziaja). Nie zawiera kwasu bornego - jest bezpieczna, kosztuje dwa razy mniej niż szkodliwy Tormentiol.
Maści z Ziaji używałam podczas odparzenia u Kuby, poza tym została polecona przez naszą panią doktor neonatolog :)

Zdarza się też tak, że żadne malowidło nie pomaga i wtedy pozostaje nam skorzystać z rady lekarza.
Wtedy lekarz jest naszym ratunkiem, bo przepisuje maść robioną, którą wykupujemy w aptece i powinna ona pomóc raz dwa :)

Do lekarza idziemy też, kiedy odparzenie trwa powyżej 7 dni lub powstają zmiany grzybicze albo powstały rany - wtedy nie ma żartów i lekarz jest jedynym wyjściem.


Mam nadzieję, że najważniejsze rzeczy wypisałam.
Jak sobie coś przypomnę, to dopiszę :)

W razie pytań, mogę coś wyjaśnić.

Drogie mamy - dodawajcie swoje doświadczenia :)


Spodobał Ci się ten post? Nie przegap następnego wpisu! Polub "Świat młodej mamy" na Facebook'u :)